Autor: daguchna Data: 26 Maj 2011
Pewnie wiecie, jak to jest, kiedy natykacie się przypadkiem na jakiś ciuch, dochodzicie do wniosku, że wam się cholernie podoba i chcecie go mieć, a potem nagle bum, zjazd na ziemię, bo cena jest stanowczo zbyt bajońska. Ostatnio też mi się to zdarzyło. Przechadzając się głównym deptakiem miasta niemal zawsze mijam jedyny chyba w Jeleniej sklep House. Zazwyczaj rzucam obojętnie okiem na wiszące na manekinach ubrania i idę dalej, jednak jakiś czas temu było inaczej. Na plastikowej panience wisiała urocza, prześliczna letnia ni to tuniczka, ni to sukieneczka w drobniutkie paseczki, ze słodką tasiemką z przodu. Spodobała mi się do bólu niemal z miejsca, co zdarza mi się dość rzadko. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie cena. 70 złotych. Nawet jak za taki ciuszek to trochę za dużo. “No cóż” – westchnęłam cicho i poszłam dalej… Sukieneczka wisiała jeszcze przez jakiś czas, po czym zniknęła z wystawy. Najpierw pomyślałam sobie, że pewnie już wszystko wykupili, ale potem coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć do środka. I co się okazało? Że jeszcze kilka wisiało na wieszaku. Po przymierzeniu chyba wszystkich wreszcie trafiłam na odpowiedni rozmiar i…

Tada. Sukieneczka przeceniona była do 50 złotych. Oczywiście na ciele wygląda o wiele lepiej niż na wieszaku
No i detale…

W tym wypadku opłaciła się odrobina cierpliwości
Cierpliwość przydaje się też przy “roznaszaniu” nowych butów. Z racji faktu, że moje ukochane baleriny zaczęły się nieco sypać i wymagały dość daleko idącej interwencji szewca, zmuszona byłam do zakupu drugiej pary na zmianę. Oczywiście z racji faktu, że niezapomniany sklep na Konopnickiej, w którym kupiłam moje ulubione butki, już dłuższy czas temu przestał istnieć, szansa na znalezienie identycznych była i jest zerowa. Dlatego też zmuszona byłam do wyszukania sobie czegoś ledwie podobnego. I tak na jednym z targowisk trafiłam na tą parę…

Marka Just Women, cena zdaje się, że 45 złotych. Niestety w przeciwieństwie do moich balerinek są twarde, co daje się we znaki – na dzień dobry bardzo bezecnie mnie obtarły na piętach. Co nie zmienia faktu, że są bardzo ładne, głównie ze względu na ten piękny kwiatek z przodu i śliczną podszewkę :)

Na szczęście moje ukochane stare baleriny mimo dużych uszkodzeń podeszw na piętach udało się uratować i nie będę skazana na wielką próbę cierpliwości w formie “rozmiękczania butów-twardzielek”
A wpadłam tu już kilka razy
26 Maj 2011 @ 20:32
bardzo często jest tak, że podszewka w ciuchu, torebce, butach jest taka śliczna, a z racji jej funkcji – niewidoczna, trochę to frustrujące