Autor: daguchna Data: 9 Maj 2011
Ostatnio różne kwestie sprawiły, że nie miałam zbytnio głowy ani do zakupów ani do notek na tym blogu, ale dzisiaj będzie przełamanie tej tendencji. Jak to zwykle bywa, przez przypadek. Wybrałam się z mamą na targowisko przy Różyckiego na jeleniogórskim Zabobrzu, żeby kupić kwiaty na balkon. Oczywiście jak zwykle musiałyśmy wyjść stamtąd z czymś więcej niż tylko sadzonkami. Przeglądając towar na jednym ze stoisk z ciuchami moja rodzicielka wyłowiła coś, czemu zdecydowanie nie mogłam się oprzeć…

Bluza marki Fishbone (zreflektowałam się dopiero po powrocie do domu, toż to kultowy brand swego czasu był), 40 złotych. Trochę drogo, ale potrzebowałam właśnie takiej na zmianę dla mojej innej bluzy (którą kiedyś zresztą będę musiała się tu pochwalić). Poza tym… ciężko było się oprzeć takiemu deseniowi

A i pewne niespodziewane detale okazały się być cholernie ujmujące… Na przykład wykończenie kaptura

Dziewczęcy, wiosennie kwiecisty dresik - no proszę, tego chyba jeszcze w mojej szafie nie grali
28 Maj 2011 @ 13:43
Nawet nie wiesz jaka byłam zaskoczona jak odkryłam że masz bloga przeglądając komentarze na blogu http://erillsstyle.wordpress.com/
)
I – muszę to napisać – mam taką samą bluzę! ;>
28 Maj 2011 @ 19:52
Świat jest małyyyy
Nie dziwię się, jest… świetna