Autor: daguchna Data: 9 Październik 2009
Miałam ostatnio wielkiego, zakupowego głoda. Toteż dzisiaj ruszyłam z mamą w dłuższą trasę po mieście. Sklepowo-targowiskową, oczywiście
Przystanek 1: Butik.
A tutaj przecena. “Dycha” albo “dwie dychy” obniżki na bluzki. W koszach sterty pozostałości po letniej kolekcji, sympatyczne, ale nie na tyle, żebym którąkolwiek sztukę kupowała
Ale pośród pozostałości serii ze Snoopy’m (na którą zresztą ostrzyłam zęby wcześniej, ale ceny mnie dość skutecznie odstraszyły) znalazły się dwa cacka…




(Aparat przekłamuje kolory, jak zwykle. Druga koszulka jest zdecydowanie turkusowa
)
Obie bluzki przecenione z 49,90 do 29,90. Czyli w sumie normalnie za obie zapłaciłabym stówę, a tak dałam 60 zł. Sama przyjemność. Zresztą… do Butiku chodzi się właściwie wyłącznie na przeceny
Przystanek 2: Galeria Karkonoska.
Uparłam się strasznie, że chcę szal. Albo chustę. Coś na zmianę z arafatką na chłodne dni. No to poszłyśmy właśnie do Karkonoskiej, bo coś mi świtało, że takie rzeczy tam mają. I owszem, było stoisko u miłej pani, gdzie obok parasoli, materiałów i czapek były i apaszki z szalami pospołu. Na manekinie wisiał sobie śliczny, turkusowy szaliczek z kaszmiru. Zastanawiałyśmy się: kupić już teraz, czy obczaić tylko cenę i kupić w tygodniu? Odpowiedź była prosta: kupić teraz, bo potem mi ktoś podbierze! Były jeszcze szale z identycznym wzorem, ale fioletowe, brązowe i jeszcze jakieś. Jednak ten turkusik był najładniejszy, tak więc pani zdjęła dla mnie właśnie ten z manekina…

(Na zdjęciu złożony, bo jest naprawdę duży…)
Szaliczek malowniczej marki “Szalik damski” (no cóż, tak napisano na etykiecie…), cena wyniosła 45 zł. Sporo, ale myślę, że warto było…
Przystanek 3: Targowisko.
Targowiska z zasady rządzą. Głównie dlatego, że mają ciekawszy wybór towaru niźli “fachowe” sklepy, a i ceny nie straszą. Zaszła taka sytuacja, iż potrzebowałam nowej torby. W sumie już trzeciej, ale tym razem takiej typowo do noszenia szkolnych książek. I znowu niezawodne okazały się targowe stoiska. Piszę “znowu”, bo jedna z tych poprzednich toreb też jest stamtąd
Decyzja nie była łatwa, wybór spory, ale sprzedawca pomocny, tak więc…

Cytując reklamę Zuomarketu: “Duuużo kieszeeeniiii” ^^ I wreszcie jakaś przez ramię, a nie na ramię. Oczywiście jeżeli rozumiecie, co mam na myśli…
Torba marki Francesco, cena 45 zł.
Ufff… No i tyle na razie. Próżniacza potrzeba nabycia paru nowych cacek została zaspokojona. Czyżbym powoli stawała się zakupoholiczką? Oj, to niedobrze
19 Październik 2009 @ 19:36
Tak sobie zajrzałam co tutaj piszesz i chciałam tylko napisać, że w “fachowych” sklepach można się tanio ubrać. Ceny proponowane na “targowiskach” są nieraz wyższe niż w sklepach. Ja np. czekam często na promocje, albo kupuję ciuchy po sezonie. Nie jesteś duża, mniejsze rozmiary często zostają i są przeceniane. np. ostatnio przymierzałam w orsay’u bluzkę za 9,90zł, spodenki (krótkie, materiałowe, nie dresowe) z H&M’u kupiłam za 20zł. Często pod koniec serii wszystko jest ponad dwa razy tańsze i można łatwo znaleźć coś fajnego. Szczerze polecam, bo za niewielką kasę można się fajnie ubrać (ja osobiście odczuwam różnicę w jakości ubrań ze sklepów, w których dają jakąśtam gwarancję jakości i zależy im na zadowoleniu wśród klientów). Mam jeszcze cenowy sposób na allegro, gdzie nawet z przesyłką opłaca się coś kupić, zwłaszcza buty. W sklepie tylko sprawdzam rozmiar;)
19 Październik 2009 @ 19:55
Możliwe, ale… to chyba zależy gdzie. U nas albo się słabo rozglądam
albo brak jest takich okazji, bo Jelenia to trochę zadupie. A może chodzi o to, że w większości sklepów nawet przy przecenach nie ma niczego, co by mi pasiło. Nie chcę generalizować – na targowiskach też nie kupuję wszystkiego